Stojąc na kratce z prętów, widząc przestrzeń pod sobą i czując wiatr na twarzy człowiek inaczej myśli, przewartościowuje swoje poglądy :)
Wejście było nieplanowane, wyszło spontanicznie jak Wojtek zrezygnował z ataku na szczyt. Olek i Michał byli już w połowie drogi jak ja zakładałem uprząż i właziłem na drabinę.
Pierwszy przystanek nic wielkiego podobne wrażenia mam stojąca na swoim balkonie. Połowa drogi dała już się odczuć, przede wszystkim potworne zmęczenie … tak to jest jak się siedzi całymi dniami stukając w klawiaturę. Wtarganie prawie 100km siebie + trochę sprzętu po drabince jest męczące. Ręce odpadają jako pierwsze.
Ale za to widok ze szczytu (jeśli można to tak nazwać) jest niesamowity. W takich warunkach zmysły są nienaturalnie wyczulone. Strzał adrenaliny naprawdę mocny.
Zejście miało być jeszcze bardziej wyczerpujące … okazało się zdecydowanie łatwiejsze i mniej męczące :) jedynie zapadający zmierzch sprawiał pewne trudności.
Fajnie było zeskoczyć z drabiny na ziemię i poczuć twardy grunt. Na dole cisza i spokój … inny świat.
To pierwszy post od miesiąca. Czasu mało ostatnio. Kończę zaległości, pewnie przyjdzie czas na aktualizację tego przybytku :)
fajna seria;) podoba mi sie widok na dolinę wisły:))
Paweł – zdjęcia z ryby rewelacja… szkoda tylko, że chłodnica nie pozwoliła Ci zostać do zmroku :D
Wlazłeś na taki wysoki komin?? A nogi ci się nie trzęsły? Zdjęcia są po prostu super. Kila ziemska z kosmosu
niezłe!
:)ale strach w oczach jest:)
fotki z ryby superowka..
ps. to jest ten komin koło Warminskich?
dokładnie ten sam :)
z moich info jest aktualnie jest w trakcie rozbiórki.. także fociochy będą niezłą pamiątką ..